Jednak dość łatwo zburzyć czyjś marzenia, jednym głupim pismem z dopiskiem ”not approved”. I nagle taki człowiek nie wie co się w ogóle stało i co ma ze sobą począć.
Opuszki palców mają zapach tytoniu wiśniowego.
Wczoraj siedziałam na ławce, może była godzina dwudziesta trzecia, a może dwudziesta druga pięćdziesiąt pięć i siedem sekund.
To chyba nie ma znaczenia, choć kto wie.
I rozmawialiśmy sobie, jak te głupie rozpuszczone dzieciaki z tekstów Ruth Benedic- kultura dionizyjska, kultura głupoty. Pamiętam, że P. powiedział wtedy :„ o ja pierdolę”, wstał z ławki i z nerwowym śmiechem, zaczął się przejmować tym, że może nadużył swojego sarkazmu. Powiedziałam- „widzisz i ludzie narzekają”. – „każdy ma swoje problemy”. „- ja tam nie mam, jestem szczęśliwa”
Cóż, dalej nie mogę powiedzieć, że mam jakiekolwiek problemy – skłamałabym.
Tylko, że wczoraj wychodząc pachniałam kokosem, a w torebce miałam plastikowe okulary, przeciwsłoneczne – za dwa złote i pięćdziesiąt groszy – kupione w małym sklepiku tuż obok dworca – najprawdopodobniej wyrób wyzysku.
Życie uczy nas pokory.
Jeszcze wczoraj, czyli w czwartek- trzeciego czerwca roku dwa tysiące dziesiątego, w Boże Ciało, zaczęłam czytać książkę o poetach pokolenia beatników, i nawet całkiem sporo się uczyłam przedtem. Siedząc w swoim małym mieszkanku, z małym oknem, na małe miasto.
Rozpuszony dzieciak
Przez ostatnie dwa miesiące zamykałam wszystkie sprawy, nie przejmowałam się absolutnie niczym, bo przecież już za miesiąc miało mnie tu nie być. Idealny pretekst aby do niczego się nie zobowiązywać, nie planować, nie ponosić odpowiedzialności za to co się rozpoczęło.
Koniec
wiesz, odliczałam dni: dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć
trach!
Nie przepraszasz jeśli tak czujesz i uważasz to za słuszne.
Not approved.
I am really sorry, i haven’t expected that. I am really sad, how are U?
After that e-mail, not really good, my expectations clashed with the reality.
Bum!
Marzenia małej dziewczynki, że wreszcie ucieknie od odpowiedzialności. Od związków emocjonalnych, od uniwersytetu, którego nie lubi, od codziennej rutyny, której nie ma już siły wytrzymać. Od ludzi, którym boi się spojrzeć w twarz, od tego, czego nie wie. Ubzdurała sobie, że jeśli pojedzie tysiąc dwieście, tysiąc dwieście, tysiąc dwieście kilometrów stąd, to może zrozumie czego che. Może będzie mieć w końcu odwagę być sobą. Myślała, że wreszcie nauczy się języka i pokaże wszystkim, że ona też może. Że zda prawo jazdy, nauczy się hiszpańskiego, pozna wspaniałych ludzi, może wreszcie się zakocha?, a co miesiąc będzie się spotykać z L. w Zagrzebiu. Wyobrażała sobie kolorowe szarawary i letnie sukienki. Stragany pełne świeżych owoców i jak to zorganizuj wegański łikend. I przeczyta całe mnóstwo książek.
Ale to były plany
Plany, głupie plany, bo nie słuchała K. kiedy jej mówił, „nie nastawiaj się”. Wcale nie miała dwudziestu jeden lat- no może w dowodzie. Zawsze się nastawiała. A K. się nie nastawiał nigdy i to jemu się zawsze udawało.
„Chyba trzeba sprzątnąć, bo ten dom zaczyna wyglądać jak melina”
„Mam to w dupie, nie chce tu mieszkać.”
„To się zmobilizuj i zamień mieszkania”
„Nic nie rozumiesz, to nie chodzi o mieszkanie.”
I najgorsze, że nie chodzi nawet o to, że tak bardzo chciałam i z pewnością głupca uwierzyłam, że marzenia się spełniają. Nawet nie oto, że realizowała się moja naiwna wizja świata, ten cały idealizm.
Jeśli czegoś bardzo chcesz to to osiągniesz.
Najbardziej boję się tego, że muszę zostać tu i zmierzyć się z rzeczywistością. Znów żyć w zawieszeniu, znów bać się angażować w głębsze relacje między ludzkie, znów zmuszać się do rutyny. Tylko, że teraz nie jestem już małą córeczką, muszę wziąć odpowiedzialność za siebie. Nauczyć się żyć w stanie innym, niż „i tak we wrześniu wyjeżdżam”, stanie trwającym już od trzech lat. Bardzo, bardzo nie chcę dorosnąć. Ogromnie boję się zmierzyć ze światem, który jest nieznany i troszkę mnie przeraża.
Chyba pierwszy raz w życiu zasłoniłam okna bo słońce za mocno świeci.
Jutro będzie dobrze, czas dorosnąć maleńka.
Tylko czemu by nie spakować jednego plecaka, rzucić wszystkiego i wyjechać na kraj świata?
„Once started out
to walk around the world
but ended in Brooklyn.
The Bridge was too much for me
I have engaged in silence
exile and cunning”
William Burroughs