Archiwum dla Grudzień 2010

21
gru
10

Wydarzenia na Białorusi

Z przerażenie śledzę wieści z Białorusi, coś ściska mnie w gardle. Kiedy byliśmy tam latem, wiedziałam,że nie jest to raj, ale tak drastycznych zdarzeń się nie spodziewałam…Choć może jestem naiwna. Jednak to co mnie przeraża równie mocno jak aresztowania i pobicia ludzi, to wszechobecna ignorancja. Wydaje mi się, że Polacy bardziej niż inni nie powinni pozostawać obojętnymi, nie wzruszać ramionami.

Prześledzenie wydarzeń, które teraz mają miejsce na Białorusi, polecam wszystkim tym, od których co chwile słyszę jak to im źle w życiu, jak to jest źle w Chorwacji, w Polsce, jak bardzo są poszkodowani. Irak, Afganistan, Korea- to nas nie dotyka, ale Białoruś jest tuż obok.

21
gru
10

kilka banalnych spostrzeżeń z pobytu na wolontariacie

Minęło już prawe pięć miesięcy od kiedy wybyłam sobie na EVS do Chorwacji i trochę mi szkoda, że nie prowadzę z tego okresu porządnego dziennika , nie dokumentuję, nie robię zdjęć, ale o to kilka banalnych spostrzeżeń
wielu ludzi interesuje tylko alkohol i impreza i nie są wcale ciekawi świata
kuny możesz wymienić na dinary i w Chorwacji i w Serbii – wbrew wiadomości udzielanych przez niektórych
Zagrzeb to zdecydowanie nie Bałkany w sensie mentalnych
wielu ludzi w Chorwacji nie widzi potrzeby robienia niczego ze swoim życiem
Współlokatorzy mogą nieźle zaleźć za skórę
jeśli nie ruszysz tyłka, nie postawisz się i nie weźmiesz tego co chcesz to samo do ciebie nie przyjdzie
jeśli zapraszasz kogoś na kawę powinnaś za nią zapłacić
tramwaj to istne pogo
dzieci potrafią być okrutne ale zazwyczaj są najukochańsze na świecie
na prawdę może się przytrafić, że brakuje ci domu
zasady nie są równe wobec wszystkich
nie doceniamy tego co mamy
wielu ludzi z wielu krajów i kontynentów, z jeszcze większej liczby powodów uczy się chorwackiego
miejsca i kultury odkrywa się nie dniami, a miesiącami i latami
Chorwacja jest naprawdę piękna
każdy ma zupełnie inny punkt widzenia
biurokracja w Chorwacji zabija, nie zdziw się jak policjant przyjdzie do ciebie do domu sprawdzić czy tam mieszkasz
pani na policji w okienku dla obcokrajowców nie widzi potrzeby mówienia po chorwacku
jebiga
punktualność nie ma znaczenia
nawet się zdziwisz, ale może ci zabraknąć uniwersytetu i nauki
jestem nad-ambitna
komputer i internet kradną czas
polegaj tylko na sobie
przyzwyczaj się do wychodzenia na kawę kilka razy w tygodniu
naprawdę istnieją ludzie, którzy chcą się uczyć polskiego
przyzwyczaj się, że to, że jesteś Polakiem wcale nie znaczy, że wiesz lepiej jak się tam żyje niż osoby, które tam nigdy nie były
ktoś mówił, że mamy dużo dni wolnych?:)
pita z ziemniakami <3
nie zdziw się gdy szyby i biurko zatrzęsą ci się w mieszkaniu, choć trzęsienie ziemi jest w Serbii, a współlokatorka wzruszy ramionami i powie: „to normalne”
bajadere:)
Japończycy- ahh długa historia
nie zdziw się kiedy kot dostanie 20metrowy pokój tylko dla siebie
twoja strefa osobista nie istnieje:D
a podobno Polacy piją dużo:)

21
gru
10

Nowy Sad

Wsiadłyśmy razem do pociągu i wyruszyłyśmy w stronę Nowego Sadu. Pociąg osobowy, zupełnie normalny, taki jak pociągi osobowe w wielu krajach. Po drodze spisywałam wrażenia z Belgradu, co chwilę spoglądałyśmy za okno, w poszukiwaniu ciekawych widoków- niestety na marne.

Siedziałyśmy naprzeciw siebie, zanurzone w swoich myślach. Razem z nami jechały romskie dzieci i kilku innych pasażerów. Pan konduktor rzucał żarcikami, jak się potem okazało, nie usiałam wcale kupować biletu, wystarczyło dać mu do ręki 150 dinarów, tak aby nikt nie widział.
Toaleta była tradycyjną dziurą w podłodze, do czego już zdążyłam przywyknąć i nie robić z tego powodu wielkiego problemu.

Nowy Sad wydał mi się zupełnie innym od Belgradu, ale jak każde z wielu większych miast zachował tą swoją sprzeczność, różnorodność. Bo gdy wychodzisz z dworca Głównego idziesz przez ulice pełne sklepach, gdzie na wystawach błyszczą tandetne buty i ubrania, dodatki do domu. Gdzieś na ulicy cyganka karmi piersią dziecko i żebrze o kilka dinarów- a ja umieram z zimna, mimo, że jestem z Polski, mimo, że ciepło ubrana w płaszcz, szal, rękawiczki i czapkę.

Doszłam do centrum, które trzeba przyznać jest piękne, choć dziwi fakt,ze na samym środku rynku , bądź co bądź prawosławnego państwa, stoi kościół katolicki, potocznie nazywany „katedralom”- bo tak, jego kształt przypomina katedrę. Stare miasto jest piękne, choć największe wrażenie zrobiły na mnie stare kamieniczki, obok których przechodziłyśmy będąc już po drugiej stronie mostu, formalnie poza Nowym Sadem, podążając w kierunku twierdzy. Tak z mostami też wiąż a się historie bombardowań.

Nowy Sad wydał mi się zupełnie innym światem niż Belgrad, uroczym małym miasteczkiem, gdzie życie zaczyna się późnym wieczorem. Moi hostowie okazali się przecudownymi wegetarianami, którzy pokazali mi miasto. Ni obyło się bez imprezy, bójki w pubie, pogardy w spojrzeniu i słowach barana tłumaczącego mi, że rakija jest zawsze żółta bądź przezroczysta, koncertu hardcorowego. Był też pchli targ- Najlonka- gdzie zaopatrzyłam się w nową torebkę, bluzę i talerz- oczywiście wszystko wygrzebane ze stosu innych starych rzeczy, gdzieś na placu, na ziemi.

Trochę mnie denerwuje, że to moje postrzeganie Serbii i kolejnych miejsc, które odwiedzam jest tak powierzchowne.. Że brakuje czasu… Oglądam zdjęcia Scotta z podróży dookoła świata i choć nigdy nie powiedziałabym, że to ten typ to cholernie mu zazdroszczę…

17
gru
10

Belgrad

Minęło 7 dni od mojego przyjazdu do Belgradu, a ja znów siedziałam na dworcu głównym i czekałam na pociąg do Nowego Sadu. Jak zwykle pytania o taxi :”Only 60 euro to Novi Sad”.Napastliwa oferta i to odwieczne przekonanie, ze turyści zawsze są bogaci. Za bilet do Nowego Sadu zapłaciłyśmy przecież 288 dinarów czyli w przybliżeniu 2,8 euro.
Zdecydowanie nie polubiłam zachwalanego przez wszystkich Belgradu. To podobno nigdy nie zapadające w sen miasto było szare, brudne, mlochowate, zniszczone i biedne, a ludzie wcale nie byli tak uprzejmi jak to zwykła byłam słyszeć.
Weekend spędzony z Nikolą był przesympatyczny. Spacerowaliśmy po mieście, gdzie starsi mężczyźni sprzedają chusteczki higieniczne na ulicy, a chodniki są przepełnione ludźmi. Po dłuższej przechadzce w okropnym mrozie, wstąpiliśmy do “Black Turtle” na piwo jagodowe.
Centrum Belgradu jest, jakby to ujęło wielu “europejskie”. Sztuczne jezioro Ada jest pięknie urządzonym kompleksem sportowym, wielka, wciąż budująca się świątynia “Sava” robi wrażenie, stara twierdza, ulica artystów. Jednak przy wszystkich tych rzeczach, dla nas tak normalnych, w samym centrum celowo zostawiono dwa zniszczone w czasie bombardowań w 1998 roku budynki. “Żeby pamiętać”- powiedział Nikola.
” NATO to jakaś hipokryzja. Organizacja walcząca o pokój, zbombardowała Belgrad, Serbię. Nie patrzyli na to czy to szkoły, szpitale, czy budynki wojskowe. Używali bomb kasetowych. Zrzucasz jedną bombę, a z niej wypada wiele małych bob. Wiesz, na całej tej ulicy szyby były powybijane we wszystkich domach”.
Nikola mówił też o przeciętej płacy 200-300 euro miesięcznie i wielkich różnicach w zamożności mieszkańców Serbii. Stwierdził, że pojęci płaca minimalna nie istnieje.
“Płaca minimalna? Najmniej za godzinę? Przecież tylu ludzi nie ma pracy, że jeśli ci si nie podoba, to na twoje miejsce znajdziemy kogoś drugiego. Co za problem?”
To tylko jeden z punktów widzenia i nie wie czy prawdziwy. Pewnie trochę subiektywny, ale jednak przerażający.

—————————————————————————————————————————-
Po weekendzie spędzonym z Nikolą, przyjeżdżam do hotelu. W pokoju ląduję z Karoliną, więc znów rozmowy i wypad na kawę.
Na treningu słucham historii bałkańskich o Albanii, Bóśni, Macedonii, Czarnogóry i po raz kolejny przekonuję się o tym co pisał Kapal, o czym niektórzy mówili, że Zagrzebiowi bliżej jest do Wiednia niż do Bałkanów. Bo Chorwacja choć nieco odmienna, nie stwarza dla polskiego przybysza szoku kulturowego, jest taka “normalna’ zglobalizowana, podobna.
Słuchając tych wszystkich historii zdałam sobie sprawę jak bardzo zasiedziałam się w Zagrzebiu i że trzeba znów ruszyć w drogę bo tyle nieodkrytych lądów przede mną. Czas przecieka między palcami, a ty nawet nie zauważasz, trzeba go wykorzystać, trzeba wycisnąć do ostatniej kropli.

03
gru
10

ajmo na put

Nawet nie wiem kiedy i jak uciekło to cztery i pół miesiąca. Znalazłam nowe mieszkanie i nowy dom, a może raczej warto było by rzec, drugi dom. Bardzo się zmieniam i nie wiem czy na lepsze, czy gorsze, czy to wpływ innej kultury, a może naturalny proces „starzenia się”. Dużo pracuję, wiele się uczę, oglądam więcej filmów niż kiedykolwiek w życiu, a w odruchu desperacji zaczęłam nawet czytać książki po chorwacku, bo każdy skrawek papieru zapisany po polsku „połykam” z prędkością światła.
W pięknej Chorwacji jest różnie, czasem cudownie i radośnie, lecz niekiedy płaczę i mam wszystkiego dość. I choć jest mi często ciężko, bo nie ma tu ludzi, których kocham, znam, którzy są dla mnie ważni, to nie żałuję tej decyzji, nawet jeśli czasem mam naprawdę dość. Nigdy nie myślałam, że będę tęsknić za domem, a tymczasem niecierpliwie odliczam dni do wyjazdu.
Za chwilę wyciągnę z szafy plecak i zacznę się pakować na mój 9 dniowy wyjazd do Serbii. Ostatni razem pisałam o Sarajewie a przecież po drodze był jeszcze Zadar i Bruksela.
Przypadkowe spotkania na lotniskach, ogrom czekolady, mieszkanie wyglądające jak ze starych francuskich filmów, inna mentalność i troszkę miłości.
Tak, to przerażające jak wspomnienia szybko uciekają. Zatem kolejny raz w drogę
-Przed czym ty uciekasz?
-Nie uciekam…




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.