Archiwum dla Wrzesień 7th, 2010

07
wrz
10

Sarajevo

W czasie podróży chciałam zapisywać, każde spostrzeżenie, kolejny zapamiętany widok, myśli przelatujące nieustannie przez moją głowę i znaczenia rozmów. Zapomniałam pamiętnika, ołówek złamał się- jak na złość. Minął zaledwie dzień- od mojej dziesięciogodzinnej podróży, a ja spędzam swoje urodziny w Sarajewie, pięknym mieście o małych uliczkach, gdzie picie kawy jest swego rodzaju ceremonią. Zaledwie nieco ponad dwadzieścia cztery godziny, a połowa rzeczy umknęła mi z głowy, uczucia, emocje nie są już tak silne. Szkoda, jutro pobiegnę do najbliższego sklepu i kupię kolejny niepotrzebny zeszyt i długopis, żeby tylko móc zapisywać na bieżąco, żeby tylko nie stracić choć minuty.
Ciekawa droga, długa podróż. Dziesięć godzin spędzonych w pociągu, w którym każdy wagon jest innej narodowości. „W tym serbskim grzeją, a w chorwackim są wygodniejsze siedzenia”. Myślałam, że sytuacja, kiedy to mi będzie zimno we wrześniu w Chorwacji nigdy nie nastąpi, jednakże w „chorwackim” wagonie zamarzałam, więc przeniosłam się do tego”serbskiego” z ogrzewaniem. Naprzeciw mnie pani, z wyrazem twarzy wiecznie wyrażającym jakieś złe emocje. Nie potrafiłam tylko rozszyfrować czy to złość, ból, znudzenie życiem, czy po prostu zdegustowanie. Po drugiej stronie młody chłopak, 23 letni Bośniak, którego imienia nie jestem teraz sobie w stanie przypomnieć. Ponad dwu godzinna rozmowa o planach, życiowych ambicjach, celach i wartościach. O Sarajewie i Zagrzebiu, o ludziach, opiniach, sposobach postrzegania świata. Niestety musiał wysiąść. Na tej samej stacji wsiadł również starszy pan o bardzo zdeformowanej twarzy. Zaczęłam czytać- chyba najdziwniejszą książkę jaką w życiu miałam w rękach. No cóż, ale tak kończą się wizyty w bibliotekach, kiedy bierzesz pierwszy z brzegu wolumin z drugiej półki od góry- właśnie na wysokości twojego wzroku. Znudzona wstaję, wychodzę z przedziału i patrzę przez okno. Na każdej stacji dużo zniszczonych wagonów, zarówno tych towarowych, jak i zdemolowanych pasażerskich. Każde z wielkim i dziurami gdzieś na ścianach, niezdatne do użytku. W swojej europejskiej ignorancji zastanawiam się- czy to pozostałości po wojnie, czy po prostu zdezelowane stare wagony? Nazwa każdej miejscowości- z jednej strony cyrylicą, z drugiej łacinką. Potem tuż za oknem widzę dreptające kury, gdzieś dalej kozy, konie, krowy, owce. Typowo wiejska atmosfera. Wszędzie snopy siana, gdzieniegdzie zapadnięte drewniane domy sąsiadujące z nowobogackimi willami ustylizowanymi na styl klasyczny. Wszędzie plakaty, bo właśnie są wybory. Bilbordy, a na jednej stacji widzę ludzi ubranych na czerwono, pierwotnie myślałam, że to kibice, później okazało się ,że to członkowie/sympatycy politycznej partii SDP.
Piękne krajobrazy, skały, meczety, gdzieniegdzie cerkwie. Kiedy tak stoję i rozmarzonym wzrokiem wyglądam przez wpół otwarte okno jakiś chłopak woła mnie z przedziału obok. Siadam i tym razem toczą się rozmowy z Bośniakami. Dużo śmiechu, częste powtarzanie z mojej strony „wolniej, proszę Cię”, kolejny raz macanie dredów:” bo ja wieśniak jestem, nigdy na żywo nie widziałem”. Współtowarzysze wysiadają, zostaje jeden chłopak, mówię, że muszę wracać do swojego przedziału bo na zbyt długo zostawiłam swoje rzeczy bez opieki. Po pół godziny pukanie w szybę przedziału z okrzykiem” cześć, milej drogi, cudownego Sarajewa”.
Wychodzę znów, bo co jak co, ale 9 godzin nieustannego siedzenia w pociągu nie jestem w stanie wytrzymać. Wychodzi za mną chłopak, nowy pasażer naszego przedziału, jak się później okazuje Serb z nowego Sadu, student 2 roku kartografii. Typ zupełnego zaprzeczenia stereotypowego Bałkańca. Miłe rozmowy i wspieranie mnie kiedy dowiaduję się, że pociąg spóźni się ponad godzinę- tu również, jak w Polsce, nikt się tym specjalnie nie przejmuje.
Dojechałam, wreszcie, wysiadam, trochę poddenerwowana, trochę zestresowana. Panowie taksówkarze na mnie cmokają i gwiżdżą. Jako, że jestem lekko podirytowana, rzucam im małą wiązankę chorwackich przekleństw o ogólnym przesłaniu ”odpierdolcie się kurwa”. O dziwo zła energia, którą z siebie wyrzuciłam nie wraca do mnie – wręcz przeciwnie. Znów doświadczam dobra. Pytam jakąś panią, jak mogę dotrzeć do Ilidži, a ona mówi, że akurat tam jedzie i zabiera mnie tramwajem na miejsce, aby następnie wskazać lokalizację naszego hotelu. Widzę cztery gwiazdki i myślę sobie- o ironio, szkoda mi na taksówkę a będę spać w cztero-gwiazdkowym hotelu. Melduję się, zostawiam rzeczy i już biegnę na spotkanie integracyjne, na którym okazuje się, że połowa wolontariuszy to Polacy. Miłe zabawy, a potem idziemy na sarajevsko pivo, by koło północy wrócić do Hotelu. W międzyczasie dziewczyny podrywają uroczego kelnera, co dla mnie wydaje się nieco dziwne, ale co kto lubi. Krótka rozmowa z Krzysiem, życzenia urodzinowe, prysznic, rozmowy z Dagną i idę spać około 3 rano.
1 dzień
Szkolenia i kolejne zabawy aktywacyjne, kawa i krótkie zakupy w pobliskim outlecie, bo przecież potrzebuję skarpetek, a tutaj mogę kupić parę za złotówkę. Po zakończonym dniu szybka kolacja i wraz z Karoliną ( która na marginesie tez bardzo dużo podróżuje) decydujemy się do wyruszenia na miasto Większość jedzie na mecz Francja- Bośnia, niektórzy zostają w pokojach oglądając filmy, my postanowiłyśmy odkrywać nocne Sarajewo. Pan próbujący wcisnąć nam drogą dżezwę, meczety podzielone na część męską i żeńską, kobiety w chustach, ciasne uliczki, tandetne pamiątki i pita s krumpirom. Na końcu znajdujemy sympatyczna kawiarnię, gdzie możemy kupić bosanską kafę, zaparzoną w małych dżezwach, gdzie picie jej to cały rytuał. Specjalnie zaparzona kawa kosztuje jedynie około 1,5 marki co w przybliżeniu daje około trzech złotych. Pytam pana, jak dokładnie powinnam ją pić, właściciel po krotce mi to objaśnia, a potem sympatycznie się śmieje i mówi, że muszę mimo wszystko udoskonalić swoje umiejętności picia kawy po bosanku. Cały rytuał polega na tym, że na miedzianym talerzyku dostajesz małą filiżaneczkę, dżezwę napełnioną kawą i małą cukierniczkę napełnioną czymś w rodzaju kostek cukru. Maczasz je leciutko w kawie, następnie wkładasz do ust i pijesz przez to kawę. W bardzo śmieszny i przyjemy sposób rozpuszcza Ci się to ustach i daje słodki, przyjemny smak mocnej, słodzonej kawy, którą pijesz małymi łyczkami i porcjami. W trakcie naszej próby rytualnego picia kawy przy stoliku obok siada dwóch panów. Jak się później okazuje z Persji. Rozmawiamy spokojnie, ja częściowo tłumaczę, dowiaduję się, że pan studiował medycynę w Zagrzebiu, ale jej nie skończył bo zostało mu jeszcze osiem egzaminów i nie miał wystarczająco dużo siły i motywacji, żeby zostać doktorem medycyny. Potem krótkie opowiadania o historii i Polakach w Iranie, o Bogu dobra i zła. Kiedy chcemy już opuszczać przecudowną kawiarnię panowie mówią, żebyśmy nie płacili. Uprzejmie, żeby nikogo nie urazić oponuję. Ale pan jest asertywny i na końcu odchodzimy nie płacąc za kawę. Wędrując z powrotem na przystanek wąskimi uliczkami Sarajewa kupuję pitę s krumpirom i wsiadamy w tramwaj. Potem tylko rozmowy o podróżach i umawiamy się, że jutro szybciej jemy kolację i szybko uciekamy same do centrum, bo w więcej osób nie masz szans na poznanie tylu osób i właściwe poznanie miasta. Zobaczymy jak dalej będzie wyglądało odkrywane tego niesamowitego miejsca. Urodzinowe pozdrowienia z Sarajewa.
P.S Znowu morze dobra, serdeczności i pozytywnej energii. Nikt mi nie wmówi,że ludzie są źli. Nie dobre rzeczy ciągle się wydarzają, ale cały świat przepełniony jest przeogromną liczbą bezinteresownych ludzi, którzy zawsze zwrócą się do Ciebie z uśmiechem i dobrymi intencjami.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.